"Życie nie zawsze daje nam wybór, jak je przeżyć." Siedem Śmierci Evelyn Hardcastle

Przeczytałam książkę. To niby nie jest jakiś wielki wyczyn, bo każdy umiejący czytać człowiek może to zrobić. Jednak przez natłok obowiązków, przytłoczenie studiami przez baaardzo długi okres czasu nie miałam żadnej powieści w rękach, aż do teraz kiedy akurat w moje ręce wpadło "Siedem śmierci Evelyn Hard Castle" Stuarta Turton'a od wydawnictwa Albatros.
Zabrałam się za tę książkę nie wiedząc o niej zupełnie nic i uważam, że tak właśnie czyta się ją najlepiej. Człowiek z zupełnie czystą kartą zagłębia się wtedy w jej fabułę, poznając od podszewki całe Blackheath, przebywających tam ludzi i krok po kroku próbując rozgryźć zagadkę śmierci Evelyn Hardcastle. Na to wszystko jest wyznaczone siedem dni, z których każdy wygląda prawie tak samo, gdyż wraz z głównym bohaterem czytelnik jest zamknięty w dobowym cyklu i zostanie z niego uwolniony po odkryciu tożsamości mordercy. Największa zmiana jakiej może on doświadczyć to różne wcielenie, gdyż protagonista tej historii co dnia budzi się jako inny z gości przebywających w posiadłości, co z jednej strony jest dużym ułatwieniem, a z drugiej wręcz przeciwnie, gdyż oprócz prowadzenia śledztwa musi się on zmagać z ich odmiennymi charakterami i uważać, żeby w tym wszystkim nie stracić resztek swojej prawdziwej tożsamości.
Ta książka jest połączeniem dwóch gatunków literackich, które wprost ubóstwiam czyli kryminału z dozą fantastyki, co według mnie zadziałało idealnie. Początkowa scena, kiedy wraz z głównym bohaterem trafiłam do lasu, nie wiedząc zupełnie nic, co się wokół mnie dzieje pozwoliła mi idealnie wczuć się w klimat powieści. Równocześnie z zagłębianiem się w fabułę dostawałam co raz więcej różnych informacji, które sprawiły, że przepadłam bez reszty, nie mogąc się oderwać, dopóki wszstko nie zostało wyjaśnione. Kiedy błądziłam razem z protagonistą po Blackheath, wiele razy wydawało mi się, że już wiem, co dokładnie wydarzyło się w posiadłości, że już jestem o krok od wyjaśnienia całej zagadki. Jednak chwilę później dowiadywałam się, w jak dużym błędzie byłam i mimo jakichkolwiek wcześniejszych podejrzeń wszystko dopiero na końcu złożyło mi się w jedną całość, kiedy odkryłam już każdy możliwy szczegóły i to właśnie według mnie cechuje świetny kryminał. Bardzo podobał mi się ukazany w powieści motyw związany ze zmianą wcieleń głównego bohatera, który autor idealnie podkreślił różniącymi się od siebie stylami pisania, dostosowując je odpowiednio do charakteru postaci w jaką się wcielał główny bohater, przez co interesowały mnie losy każdej z nich, jakbym z miała z nią osobny kontakt i poznawała motywy jej działania, mimo że w pierwszej chwili były one zupełnie niezrozumiałe, jakbym stawała się kolejną osobą, która może przeprowadzić śledztwo. Wszystko to pozwoliło mi również stwierdzić, że Stuart Turton jest bardzo dobrym obserwatorem, znającym się na ludzkiej psychice i potrafiącym "wejść" do głowy ludziom z różnych warstw społecznych. Wyjaśnienie całej zagadki stanowiło kolejny motyw, który w sumie nie jest niczym nowym i można go znaleźć w innych książkach czy filmach, jednak sposób w jaki został on ograny sprawił, że nie było w nim nic nudnego, czy powtarzającego się, a wręcz przeciwnie. Dodatkowo akcja została, jakby zawieszona w przestrzeni, gdyż praktycznie nie ma w niej podanych dat. Zapewnia to jej uniwersalność i może sprawiać wrażenie, że odnosi się do kogokolwiek z nas, zwłaszcza biorąc pod uwagę znajdujący się na samym końcu aspekt moralizatorski powieści, który faktycznie nakłonił mnie do pewnych przemyśleń. Cała fabuła może również trochę przypominać książkę Agathy Christie "I nie było już nikogo", ze względu chociażby na miejsce zdarzeń, natomiast elementy fantastyczne jakie się w niej pojawiły sprawiły, że podobieństwo pomiędzy nimi zupełnie gdzieś mi się rozmyło. Do tego szczerze żałowałam, że nie miałam też książki w formie papierowej, gdyż jest w niej mapka domu dzięki, której jeszcze lepiej bym go poznała i może umknęłoby mi mniej szczegółów na które powinnam zwrócić uwagę, ale z drugiej strony sprawia to, że mam ochotę sięgnąć po tę książkę raz jeszcze i sprawdzić czy za drugim razem uda mi się coś więcej wyłapać. 
Podsumowując na GoodReads dałam tej powieści 5/5, choć jest to jedna z tych książek, która zdecydowanie zasługuje na jakąś wyższą ocenę i stała się jedną z lepszych jakie kiedykolwiek przeczytałam. Także teraz nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć wam, żebyście i wy zagłębili się w historię tego co dzieje się w Blackheath.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

No cześć :D